Volkswagen Golf jest kultowym autem. To jeden z tych modeli na rynku, który ma swoich najgorętszych zwolenników. Produkowany od 1974 roku doczekał się aż ośmiu generacji, a każda uznawana jest za bardziej doskonalą od poprzedniej. Czy Golf z napędem elektrycznym zyska równie dużo fanów?

Sposobność ku temu ma niemałą, chociaż póki co przekonało się o tym niewielu kierowców – w 2019 roku zarejestrowano w Polsce 27 e-Golfów (dla porównania lider sprzedaży, czyli BMW i3, uzyskał wynik – 603; i3 jeździ jednak we flocie carsharingowej).

Co oferuje e-Golf

Zacznijmy od kluczowej informacji, czyli ceny. Te zaczynają się od 141 890 zł. Rynek aut elektrycznych jest jednak na tyle elitarny, że koncerny póki co trzymają wysokie ceny. Dają jednak w zamian dużo korzyści.

Silnik e-Golfa oferuje 136 KM mocy oraz maksymalny zasięg w cyklu mieszanym wynoszący nieco ponad 230 km. W zakorkowanym mieście bez trudu dobijemy do 300 km. Nie jest źle, a pamiętajmy dodatkowo, że mapa punktów ładowania zwiększa się niemal z dnia na dzień, a czas naładowania 100 proc. baterii w standardzie CCS skrócił się do około godziny (pojemność całkowita baterii wynosi 35,8 kWh). Nie można też zapominać, że e-Golfa możemy załadować podłączając do zwykłego gniazdka 230 V w domu czy pracy (maksymalny czas ładowania wynosi ok. 17 godzin). Koszty eksploatacji i tak pozostaną niższe niż tankowania – w cyklu miejskim auto zużywa ok. 16-17 kWh/100 km (186 Wh/km).

Jak w praktyce sprawdza się tę 136 KM? e-Golf jest bardzo zrywny i dynamiczny. W mieście warto pamiętać o rekuperacji energii (w Volkswagenie są trzy stopnie rekuperacji). Trzeba się jej nauczyć, aby jak najefektywniej wykorzystywać hamowanie. W trasie natomiast zwiększenie prędkości i oporów powietrza, znacznie przyspieszy zmniejszenie zasięgu. Ratować się możemy wówczas trybami Eco i Eco+, które m.in. wyłączają klimatyzację i ogrzewanie. Gorzej, jeśli jest siarczysty mróz, albo żar leje się z nieba.

Zarówno sylwetka e-Golfa, jak i jego wnętrze niewiele różnią się od spalinowego klasyka. e-Golf powstał na płycie podłogowej MQB. Gdyby nie znaczek na klapie bagażnika i tuż pod maską oraz przednie lampy, tego elektryka z łatwością można pomylić ze spalinowym Golfem.

Podsumowując. Trzeba przyznać, że auta elektryczne nie są tanie. I to pozostaje kluczową barierą w ich upowszechnieniu. Ale zwolennikom motorów spalinowych kończą się argumenty przeciw elektrykom. Te mają coraz większy zasięg, są coraz mocniejsze i wciąż mają dużo przywilejów na polskich drogach.

Jedną z zachęt do kupowania elektrycznych wozów jest wciąż darmowe parkowanie w miejskich strefach płatnego parkowania oraz legalna jazda po buspasach (chociaż trzeba być przygotowanym na strąbienie przez kierowcę autobusu czy innego uprzywilejowanego auta, a wszystko przez to, że e-Golf wygląda jak jego spalinowy brat bliźniak).

Written by Magdalena Trusińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.