Jeśli jeździłeś Swiftem to wiesz, że to auto, które lubi wysokie obroty. Silnik dostaje wówczas niezłego kopa. Można ostro poszaleć przy ryku motoru i mieć mega frajdę z dynamicznych zwrotów.

I teraz pojawia ona, bardziej zielona niż cała na biało – hybryda współpracująca z benzynową jednostką 1.2 o mocy 66 kW.

Mogłaby za to pojawić się obawa, że Swift straci swój wrodzony dynamizm i miłość do szaleństwa. Bez obaw, w hybrydowej wersji Swifta jesteśmy eko, a przy tym nadal możemy korzystać z zapasu mocy, który pozostawia benzynowa jednostka. A wszystko to dzieje się za sprawą SVHS, czyli Smart Hybrid Vechicle by Suzuki. Za tą nazwą kryje się czterocylindrowy motor o pojemności 1.2 osiągający moc 90 KM przy 120 Nm przy 4000 rpm. Do osiągnięcia setki potrzebuje 12 sekund.

Auto cichutko startuje, aby po chwili wyrwać dynamicznie przed siebie. Mariaż benzyny z hybrydą polega na tym, że auto karmi się energią odzyskaną w trakcie hamowania, a zgromadzoną w 2,5-kilogramowym akumulatorze.

Efekt, jeśli chodzi o spalanie, jest więcej niż zadowalający. Swift w cyklu miejskim potrzebuje maksymalnie 6 litrów do przejechania 100 km i to podczas mało ekonomicznej jazdy.

Sylwetka

Swift młody nie jest, a nadal wygląda świeżo. Co ciekawe, sylwetka kolejnych generacji (od czwartej począwszy) nie wprowadza rewolucji. Duże lampy z przodu są dobrze znane z poprzednich wersji, ale krata wlotu powietrza w szóstej generacji zaskakuje, bo jest sporo większa. Sylwetka jest bardziej usportowiona i dynamiczna.

Wnętrze

Swift to jedno z tych aut, które zdaje się być z gumy. Patrząc na sylwetkę można mieć wrażenie, że przestrzeni wewnątrz starczy ledwo dla dwóch osób z przodu. Tymczasem wchodząc do środka zaskoczy nas skromnie zabudowana przestrzeń, mnóstwo miejsca ponad głowami i na nogi oraz prosty i intuicyjny kokpit.

Z tyłu bez trudu zmieszczą się dorosłe osoby i nie będą narzekać na brak miejsca na nogi. Bez trudu też włożymy fotelik samochodowy i będziemy montować do niego dziecko.

Miejsce to jedno, ale liczy się także wygoda. Fotele i kanapa są dość miękkie, wysokie i głębokie. Siedzi się zatem wygodnie.

Schowki. Z przodu jest ich wystarczająco dużo, z tyłu natomiast brakuje choćby kieszeni na fotelach. Pamiętajmy jednak, że to auto miejskie, a nie w długie trasy.

Bagażnik liczy 265 litrów. Mogłoby być więcej, ale mieszczuchy przyzwyczaiły nas do przewożenia trzech toreb zakupowych na krzyż.

Zawieszenie jest dość sztywne. Po gładkiej nawierzchni auto płynie, na wertepach trochę trzęsie (na co wpływa też długość auta), co odczują zwłaszcza pasażerowie z tyłu.

Hybrydowy Suzuki Swift to genialna propozycja do miasta – ekonomiczna, dynamiczna, niewielkich rozmiarów. Kosztuje nieco więcej niż zwykły benzyniak, bo niecałe 60 tys. zł w najbogatszej wersji wyposażenia.

Written by Magdalena Trusińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.